Jak wygląda produkcja biomasy? Najpierw trzeba wybrać rośliny, potem przygotować ziemię pod uprawę – chodzi o odchwaszczenie i głęboką orkę – i można zakładać plantację. W przypadku wierzby i topoli zakładamy plantację ze sztobrów, czyli ciętych odrostów rocznych. Miskant rozmnaża się przez podział 3-4 letnich karb na mniejsze fragmenty, które z powrotem trafiają do gleby. Jeśli chodzi o ślazowca , to plantację można zakładać zarówno z nasion, jak i z sadzonek.

W pierwszym roku nie ma dużych przyrostów. Pierwsze plony można zbierać od drugiego roku – w formie sieczki za pomocą typowych maszyn rolniczych, takich jak do zbioru zielonek. Sieczka jest potem przetwarzana na brykiety i pellety. Brykietowanie i pelletowanie to ściskanie sieczki tak, żeby uzyskać jak najcięższe kostki. Przewożenie i składowanie na duże odległości sieczki jest mało opłacalne, bo zajmuje dużo miejsca, a ma małą masę usypową. Brykiet jest wielkości szklanki, a pellet przypomina fasolkę. To dotyczy ślazowca i miskanta. Jeśli chodzi o wierzbę i topolę, zbieramy je co trzy lata. Wtedy roślina ma już kilka metrów wysokości i kilka-kilkanaście centrymetrów grubości. Wystarczy pociąć ją na 20-centymetrowe polana, które stanowią gotowy materiał na opał.

Brykiety i pellety to alternatywa dla oleju opałowego, gazu i węgla. Można je wykorzystywać w gospodarstwach domowych i w dużych zakładach produkcyjnych. Brykiety sprawdzają się w tradycyjnych piecach, w których pali się drewnem, węglem i innym opałem wieloma innymi rzeczami. Pellety mają jeszcze szersze zastosowanie. Ich wykorzystanie można w pełni zautomatyzować i spalać w piecach na tzw. ekogroszek z podajnikiem.

- Sam używam pelletu do ogrzewania domu. Jeden zbiornik starcza na ok. 3 dni palenia. A popiół z jego spalania jest organiczny i można go używać jako nawozu – zapewnia Krzysztof Olkowski.

W Polsce powstaje już wiele małych, przydomowych plantacji na własne potrzeby. Hektar – półtora hektara roślin energetycznych wystarcza na ogrzanie domu o powierzchni ok. 120 mkw. Każdy, kto ma nawet niewielki kawałek gruntu, może wykorzystywać energię z biomasy przy minimalnych nakładach pracy i kosztów. Nie trzeba mieć do tego specjalnych maszyn, bo w gospodarstwie domowym można też wykorzystywać sieczkę, którą się zbiera tradycyjnymi maszynami rolniczymi i wrzuca to zwykłego pieca.

- Takie pomysły będą zyskiwały na popularności, szczególnie po doświadczeniach tegorocznej zimy, gdy trzeba było wydać krocie na ogrzewanie. Energia z biomasy jest nie tylko ekologiczna, ale też tania – mówi przedsiębiorca – Rośliny energetyczne szybko rosną, nawet przez 20 -25 lat w jednym miejscu, dają energię i w dodatku wymagają bardzo mało pracy, a ich zbiory są w okresie jesienno-zimowym, gdy pracy w polu jest zdecydowanie mniej, niż latem. A popyt jest gwarantowany.

Dlaczego? Bo elektrownie i elektrociepłownie zawodowe, czyli tzw. duża energetyka, mają obowiązek spalać biomasę pochodzenia rolniczego i posiadać tzw. zielone certyfikaty zielonej energii. W dodatku udział energii, która musi pochodzić ze źródeł odnawialnych, co roku jest coraz większy. Ten obowiązek wynika z wymogów Unii Europejskiej.

- Cały czas powiększamy plantację i dokupujemy kolejne maszyny do brykietowania i pelletowania bo ze zbytem nie ma najmniejszego problemu. Elektrociepłownie są zainteresowane podpisywaniem wieloletnich kontraktów na jasnych i dość dobrych warunkach. Skończyły się już czasy, że rolnika wszyscy chcieli wykorzystać. Rozmawiamy nawet z w tak dużymi producentami energii jak Vattenfall czy Elektrownia Ostrołęka, która jest oddalona od nas zaledwie 30 km – cieszy się Krzysztof.

Ze ślazowca można uzyskać 15-17 ton suchej masy z hektara, z miskanta ok. 20 ton. Biomax sprzedaje brykiety w cenie ok. 400 zł za tonę, a pellety – 500 zł za tonę. Biomasa w formie nieprzetworzonej sieczki to koszt ok. 200 zł za tonę.

- Mamy teraz kilkanaście hektarów plantacji matecznej, a planujemy powiększyć ją i mieć kilkadziesiąt hektarów wieloletnich roślin z przeznaczeniem na cele energetyczne. Przy tym nie rezygnujemy z produkcji typowo rolniczej, głównie z przyczyn sentymentalnych. Choć cały czas zmniejsza się jej udział – przyznaje Krzysztof.

Jak zareagowali sąsiedzi, gdy 9 lat temu Olkowskcy zaczęli produkcję nieznanej nikomu rośliny?

- Na początku nas obserwowali, dziwili się, ale gdy zobaczyli, że plantacja jest opłacalna – sami się tym zainteresowali i założyli własne plantacje roślin energetycznych. Dzięki gwarancji zbytu ze strony dużej energetyki założenie plantacji wieloletnich roślin energetycznych nie jest inwestycją nazbyt ryzykowną.  W najgorszym przypadku będziemy mieć opał na własne potrzeby, dla innych gospodarstw domowych, szkół i instytucji użyteczności publicznej, ponieważ jest to tanie paliwo. W wielu z nich nadal funkcjonują stare kotły opalane węglem – w nich bez żadnych przeróbek można palić biomasą. Największy problem mają ci którzy te, które w okresie boomu na olej opałowy i gaz zmodernizowały instalacje grzewcze. Teraz wydają mnóstwo pieniędzy na ogrzewanie i w wielu przypadkach wracają do starych instalacji – mówi przedsiębiorca.

Na początku rodzice braci Olkowskich podchodzili do tego pomysłu sceptycznie, bali się że to się zakończy fiaskiem. Teraz też już są zwolennikami roślin energetycznych.

Biznes jest cały czas rodzinny, firma nie zatrudnia dodatkowych pracowników. Podział zadań jest jasny – Krzysztof odpowiada za sprawy organizacyjne, logistyczne, sprzedaż, serwis do maszyn. Ryszard i Tomasz zajmują się uprawą, zbiorami i przetwarzaniem na brykiety oraz pellety.

Agroenergetyka ma jeszcze jedną zaletę nie do przecenienia – na założenie i prowadzenie plantacji roślin energetycznych można uzyskać dopłaty unijne. Dofinansowania jednorazowe z Agencji Rynku Rolnego na zakładanie plantacji, a także coroczne dopłaty bezpośrednie – ok. 600 zł na hektar plus 45 euro do hektara za rośliny energetyczne ( stan na 2009 rok). Dodatkowo, w związku z uprawą roślin i ich przetwórstwem można uzyskać dofinansowanie z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Żyła złota?

- Na pewno alternatywa, która przynosi wymierne korzyści i jest stabilna. Sama uprawa wiąże się z nakładami pracy i pieniędzy tylko w pierwszym roku. Potem prowadzenie plantacji sprowadza się do zbiorów – mówi Krzysztof Olkowski – Nasza plantacja to nowość, nie było jeszcze w Polsce uprawy roślin energetycznych na skalę przemysłową. Nie wiadomo, czy rośliny będą rzeczywiście żyły 20 lat. Na razie mogę powiedzieć, że przez 9 lat nie było z nimi żadnych problemów.

Część 1 :: Rośliny energetyczne

biznes.onet.pl