
dopłaty unijne
Są wypłacane od sześciu lat i coraz bardzie dzielą nie tylko wieś i miasto, ale także rolników. Na co producenci rolni najchętniej zamieniliby unijne dotacje do gruntów rolnych w 2010 roku?
Grzegorz Bezak: dopłaty bezpośrednie praktycznie każdy z tutaj rolników żyjących głównie przeznaczmy na nawozy i opryski na nasze sady. Choć muszę przyznać, że na spłatę zaciągniętych kredytów w poprzednich latach również.
Wojciech Kwiatkowski: bardzo są nagłaśniane, szczególnie w telewizji, że są dużym udziałem w kosztach produkcji dla rolnika, a tak naprawdę to jest duży błąd że ludzie tak myślą , a szczególnie ludzie w mieście.
Grzegorz Bezak: w zeszłym roku większość owoców została na drzewach nie opłacało się ich zrywać. Na przykład tak jak u mnie to jeszcze dopłaciłem ludziom, którzy otrzęśli te wiśnie żeby to nie wisiało bo drzewo by chorowało.
Sadownicy są rozżaleni, bo do wiśni czy jabłoni przysługują niższe dotacje niż do innych upraw.
Wiesław Duraziński: porównajmy uprawę zboża a uprawę sadu. To jest tak kolosalna różnica, bo jest dwa razy więcej oprysków ile razy więcej pryskania, czyli już wtedy robią się koszta a zyski coraz mniejsze.
Różne stawki dopłat to jeden problem. Zupełnie inną sprawą jest to, czy naprawdę trafiają one do producentów rolnych.
Elżbieta Świeżak: dopłaty powinny być do produkcji, ponieważ dużo dopłat biorą rolnicy, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej, a po prostu ta ziemię mają wydzierżawiają ją innym rolnikom, a dopłaty unijne biorą.
Dlatego w wielu rejonach kraju rolnicy nie mają nawet najmniejszych szans na dokupienie ziemi.
Agrobiznes
Komentarze