ślimak to ryba

ślimak też ryba :)

Ślimak to ryba, marchewka to owoc, a banan to roślina, której zakrzywienie nie może być większe niż 27 mm. Absurd? Nie, to zmiany, które wymusili lobbyści na twórcach prawa w Unii Europejskiej. Jakimi kwotami dysponują osoby wywierające nacisk na unijnych polityków?

W Unii Europejskiej funkcjonuje od 20 tys. nawet do 100 tys. lobbystów, a naciski na unijnych urzędników i polityków wywiera około 3 tys. firm lobbingowych. 50 proc. z nich reprezentuje przemysł, 30 proc. rolnictwo, a co piąta – sektor usług. To właśnie lobbyści rolniczy przyczynili się do kuriozalnych klasyfikacji bananów, marchwi czy ślimaków.

- Obecnie 75 proc. ustaw wprowadzanych w życie w Polsce powstaje w instytucjach UE. Jesteśmy świadkami rewolucji; unijne instytucje są coraz mocniejsze, a jednocześnie oddalają się od zwykłych obywateli. Kontrola nad nimi staje się często iluzoryczna – uważa dr Wojciech Szewko, ekspert międzynarodowych stosunków gospodarczych. – Spada znaczenie krajowych parlamentów i społecznej kontroli – dodaje dr Szewko. Czy polscy lobbyści potrafią tak czarować, jak ci w Unii? Lobbyści, czyli grupy interesu wywierające nacisk na instytucje tak, aby zmieniały lub tworzyły prawo korzystne z punktu widzenia osób, firm czy instytucji, dla których pracują, mają niewiele sukcesów na swoim koncie. – Naszym największym sukcesem był owocowy lobbing – mówi Ryszard Kaźmierczak, prezes Związku Sadowników RP. – Jednak do speców od lobbingu w UE czy USA dużo nam brakuje. Zwłaszcza, że tak naprawdę jesteśmy zagrożeniem dla plantatorów z Niemiec czy Francji, którzy zakładają plantacje owoców w Afryce Północnej, np. w Maroko. Ich lobbing działa przeciwko naszemu. Polska jest największym producentem porzeczek i jabłek w Unii, a o dopłaty do skupu truskawek czy wprowadzenie czasowych ceł na owoce z Chin polscy producenci owoców walczyli długo.

Polscy lobbyści w UE dopiero raczkują. – Nikt nas nie uczył, jak to się robi, ale staramy się – mówi Władysław Serafin, prezes Krajowego Związku Rolników i Kółek Rolniczych. – Chcemy jednak poparcia rządu; finansowego i politycznego. Najlepszym sposobem lobbowania jest lobbowanie po cichu; nie za dużo mówić, ale utrzymywać kontakty i monitorować ustawodawstwo unijne – radzi Serafin. Działania unijnych lobbystów bywają spektakularne. Ostatnim wielkim sukcesem Francuzów jest nazwanie ślimaka rybą. Każdy uczeń wie z lekcji biologii, że ślimak to mięczak. Komisja Europejska zadecydowała jednak, że ślimak jest rybą słodkowodną, a w związku z tym hodowcom tych bezkręgowców należą się takie same dopłaty unijne, jak rybakom. Za decyzją Komisji Europejskiej stoją producenci ślimaków, którzy od kilku lat walczyli, aby ich „połowy” dotowane były na równi z rybołówstwem. To nie pierwszy przykład rewolucjonizowania nauki przez unijnych lobbystów. Kilka lat temu Komisja Europejska orzekła, że marchewka jest owocem. Zmianę zainicjowali Portugalczycy, dla których dżem marchewkowy jest jednym z narodowych produktów kulinarnych. Dżem w definicji unijnej musi być mieszaniną owoców i wody, więc sprzedaż portugalskiego smakołyku w krajach wspólnoty była zagrożona. Po zakwalifikowaniu marchewki do owoców problem się rozwiązał. Dyskusja o krzywiźnie banana również nie wzięła się znikąd. W określeniu normy na zakrzywienie banana poniżej 27 mm na 14 cm chodziło o to, aby owoce te przywozili do Unii jedynie Francuzi ze swoich dawnych kolonii. I tak na przykład banan Chiquita z Ameryki Południowej jako “inaczej zakrzywiony” uznany został za niepełnowartościowy.

Zarzuty o promowanie własnych interesów, które bywają sprzeczne z interesem pozostałych grup społecznych lobbyści zdecydowanie odpierają: – Mówimy tylko o legalnym lobbingu, który jest zgodny z prawem i konieczny w procesie tworzenia prawa – uważa dr Marcin Matczak z kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka. – Niektóre przepisy unijne wpływają na wiele z pozoru odległych sektorów. Rozporządzenia z zakresu ekologii spowodowały kilkakrotny wzrost cen słomy, a to podniosło ceny pieczarek. Hodowcy pieczarek używają dużej ilości tego surowca. – Zachęcam do obserwowania działań UE i tworzenia własnych analiz i opracowań, które warto dostarczać naszym politykom. Niech lobbują na rzecz polskich przedsiębiorców w UE –radzi dr Matczak. – Tworzenie prawa w UE jest procesem długotrwałym. Średnio jedno rozporządzenie nie wchodzi w życie wcześniej niż 2 lata od rozpoczęcia prac nad nim, są konsultacje społeczne i konsultacje na szczeblu rządowym – tłumaczy Marcin Korolec, podsekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki.

Nie wszystkie rozporządzenia i przepisy unijne są jednak tak szeroko konsultowane. – Praktycznie bez konsultacji wprowadzono obowiązek nagrywania, rejestrowania i przechowywania rozmów telefonicznych przez operatorów komórkowych – przypomina dr Szewko. – Moim zdaniem jest to niekonstytucyjne, a w wielu krajach, np. w Niemczech przepis ten jest zaskarżany w sądach. W dużym pośpiechu wprowadzano także cła na zboża, których zapasy posiadały kraje wchodzące do UE w 2004. Kary za sprzedaż miały być dla firm handlujących zbożem drakońskie: 9 mln euro. Jednak udało się tak zinterpretować prawo unijne, że na całą Polskę kara nie była wyższa niż 83 tys. zł – przypomina początki Polski w UE dr Matczak.

Bruksela jest drugą po Waszyngtonie stolicą lobbingu. W 1994 r. powstał kodeks postępowania w kontaktach z instytucjami UE. Potem kontakty z lobbystami uregulował Parlament Europejski. Do regulaminu parlamentu dołączono kodeks postępowania dla lobbystów. Zgodnie z nim lobbysta musi zarejestrować się w spisie grup interesu działających przy parlamencie oraz deklarować: czyje interesy reprezentuje i kto finansuje jego działalność. W 2008 roku wprowadzono nowy, internetowy rejestr. Jak na razie jest na nim ponad 2 tys. podmiotów. – Liczba rejestrujących się lobbystów rośnie – przekonuje Gerard Legris z Sekretariatu Generalnego Komisji Europejskiej. Problem w tym, że danych o finansowaniu nikt nie kontroluje na bieżąco. Lobbyści mają jedynie obowiązek złożenia deklaracji. – Ten system funkcjonuje – uważa Legris – jeśli wyjdzie na jaw, że lobbyści nie zadeklarowali prawdy, są wzywani do składania wyjaśnień przed Komisją Europejską, a poza tym nikt ich już nie traktuje poważanie – wyjaśnia. W ostatnich miesiącach złożono 10 skarg, a dochodzenia administracyjne przeprowadzono w 3 przypadkach. – Organizacje pozarządowe, dziennikarze i inni uczestnicy debaty publicznej patrzą na ręce lobbystom – przekonuje Legris – nie opłaca się zatajać prawdy. Zarejestrowani na indeksie lobbystów proszeni są o ujawnienie obrotu wygenerowanego przez nich w drodze lobbingu w instytucjach europejskich. Jak duże są to kwoty, pokazuje sama kwalifikacja. Przedziały, które deklarują lobbyści zaczynają się od 0 do 500 tys. euro, od 500 tys. do 1 mln, a kończą powyżej 1 mln euro. – Nie dziwią nas kwoty kilku mln euro – komentuje Legris – i tak w porównaniu z kwotami, które wydawane są na lobbing w USA, nie jest to tak dużo.

biznes.onet.pl