
wierzba energetyczna
Żyły złota nie zawsze trzeba szukać w ziemi, czasami wyrasta z niej pod postacią niepozornej wierzby energetycznej. Krzysztof Olkowski natrafił na taką żyłę i został prekursorem agroenergetyki w Polsce.
- Wszystko zaczęło się w 2001 r., gdy produkcja rolna stawała się coraz mniej opłacalna. Razem z braćmi – Ryszardem i Tomaszem – zaczęliśmy szukać alternatywy. Nie chcieliśmy rezygnować z pracy na roli, bo jesteśmy do niej przywiązani, mamy gospodarstwo z dziada pradziada – opowiada Krzysztof Olkowski. Dziś może się pochwalić jednym z pierwszych w Polsce gospodarstw agroenergetycznych o nazwie Biomax.
- Do 2001 r. mieliśmy typowe gospodarstwo rolne – krowy mleczne, zboża, rośliny. Wpadliśmy na pomysł, żeby część użytków przeznaczyć na uprawę roślin energetycznych, z których będziemy produkować biomasę. Zaczęliśmy od wierzby energetycznej. Później dołączył do niej miskant olbrzymi, ślazowiec pensylwański i topola szybkorosnąca – opowiada przedsiębiorca. Wtedy rośliny energetyczne były w Polsce jeszcze nieznane.
- Nawiązaliśmy kontakty z uczelniami rolniczymi, które prowadzą uprawy dla potrzeb naukowych. Od nich pozyskaliśmy pierwszy materiał nasadzeniowy do założenia plantacji. W zamian wymieniamy się z nimi naszymi doświadczeniami. Ich plantacje są bowiem bardzo małe. Wcześniej nie było wiadomo, jak rośliny zachowają się na większym areale, jak będą znosiły nasz klimat – mówi Krzysztof.
W Polsce bardzo brakowało materiału rozmnożeniowego. Dlatego cała produkcja na początku szła na potrzeby rozwijania plantacji u siebie i u innych. Czy warto było pomagać konkurencji?
- Trudno mówić o konkurowaniu – to zupełnie nowa gałąź, która ciągle jeszcze jest niszą, mimo że coraz więcej osób się tym interesuje. Powstała nawet nowa grupa społeczna, którą ja nazywam rolnikami z Marszałkowskiej. To ludzie z wielkich miast, którzy kupują ziemię na wsi, szczególnie na Warmii i Mazurach i zakładają tam plantacje roślin energetycznych z przeznaczeniem na biomasę i w ten sposób zabezpieczają swoje przyszłe dochody. To bardzo dobry pomysł – przyznaje Krzysztof.
biznes.onet.pl
Komentarze